1 MAJA 2004 ROKU RUNĘŁY BARIERY. POLSKA WE WSPÓLNOCIE WOLNYCH NARODÓW EUROPY

Od redakcji

 

Obecne władze robią wszystko co możliwe, żeby nasza pozycja w Unii Europejskiej była coraz słabsza. Budowaliśmy ją przecież wszyscy mozolnie, od dnia akcesji. Czujemy się dumni z bycia jej Obywatelami. Widzimy na co dzień, jak zmienił się nasz kraj i jak zmienia się nadal. Wbrew opinią wielu działaczy „dobrej zmiany”.

Muszą więc poważnie nas niepokoić opinie głoszone przez przedstawicieli obecnej władzy wykonawczej. Jeszcze bardziej powinny nas jednak niepokoić opinie głoszone przez posłów – reprezentantów zjednoczonej prawicy. Ostatnio, posłanka Krystyna Pawłowicz stwierdziła, że „wartości Unii nie są wartościami Polski”. Ta bezmyślna opinia, osoby współtworzącej polskie prawo, pozostała bez zdecydowanej reakcji kierownictwa jej partii. Czy mamy więc rozumieć, że według PiS - demokracja, wolność i godność człowieka, niezależność instytucji i praworządność, nie są już wartościami Polski?

Przeczytajmy artykuł Bogusława Stanisławskiego, napisany 1 maja 2018 roku. W 14. rocznicę naszego członkostwa w UE. Szczególnie zachęcamy do tego naszych młodszych czytelników. Tym, którzy żyli w PRL, niech go przypomni. Ci, którzy go nie pamiętają, niech zaczną czytać o tym okresie i pytać o te czasy swoich rodziców i dziadków. Ale my wszyscy, podobnie jak Autor, miejmy nadzieję.

 

1 MAJA 2004 ROKU RUNĘŁY BARIERY. POLSKA WE WSPÓLNOCIE WOLNYCH NARODÓW EUROPY

 

Są takie dni w kalendarzu, które wybudzają mnie z rutyny codzienności, gnają myśli w przeszłość, przywołują refleksje. Należą do nich niewątpliwie pierwsze dnie maja, kiedy to przed ponad 60 laty rodził się - za sprawą Roberta Schumana, po kataklizmie, jakim była dla Europy II Wojna Światowa - wizjonerski projekt europejskiej wspólnoty: wspólnoty pokoju, wolności i dobrobytu. I kiedy to do tej niepowtarzalnej wspólnoty, sprawdzonej już i zweryfikowanej przez upływający czas – po niespełna pół wieku – dołączył mój kraj.

 

egospodarka.pl

 

To dzisiaj właśnie mija 14 lat od tego historycznego momentu. Były, oczywiście, jakieś medialne przypominajki, padło kilka okrągłych słów. Czy zdołały jednak pobudzić wyobraźnię, przywołać sens tego, co tak naprawdę przydarzyło się Polsce – wybrzmi to mocniej, jeśli powiem „Polakom” – 1-go maja roku 2004? Czy wykorzystana została rocznicowa okazja, choćby i nie okrągła, do upartego przypominania, iż dzień ten stanowił historyczną cezurę między Polską pozostającą przez stulecia w sferze wpływów wschodniej despocji, a Polską odzyskującą należne jej miejsce w rodzinie europejskich narodów, w kręgu zachodniej cywilizacji z jej kształtowanym od stuleci systemem wartości?

 

Dla człowieka, któremu jak na wyciągnięcie ręki jest do dziewięćdziesiątki, tego majowego dnia – przez wiele lat obchodzonego, jako niezbyt chciane święto – wydarzyło się coś, co do niedawna nie mieściło się w wyobraźni. Po cudem odzyskanej niepodległości – bez przelewu kropli krwi – Polska przyjęta została do wspólnoty wolnych narodów; wspólnoty, która postawiła sobie za cel utrwalanie pokoju poprzez pomnażanie dobrobytu swoich obywateli, przy przestrzeganiu fundamentalnych wartości, jakie legły u jej podstaw, zrodzonych z traumatycznych doświadczeń wojennego kataklizmu: poszanowania ludzkiej godności, wolności, równości szans, międzyludzkiej solidarności. Te wartości stały się niejako automatycznie naszymi, polskimi wartościami usankcjonowanymi wspólnotowym prawem; europejskie symbole stały się również naszymi symbolami; błękitna, europejska flaga – przedmiotem naszej dumy podobnie, jak flaga narodowa. Polacy uzyskali pełne obywatelstwo tej wspólnoty: w ramach jej rozległych granic są u siebie, w domu, podobnie chronieni, równouprawnieni we wszelkich wymiarach. Polska suwerenność – wielki dar od losu po bez mała 300 latach historycznej szamotaniny - zyskała nowy wymiar: możliwość równoprawnego z innymi państwami wspólnoty jej współkształtowania. Czy śmiało choćby o tym marzyć wiele pokoleń światłych Polaków walczących o narodową niezawisłość; czy to, co stało się 1-go maja 2004 nie jest zwieńczeniem ich ofiary, realizacją ich najskrytszych marzeń, choć realia 21. wieku nie mogły mieścić się w ich wyobraźni?

 

Jakże inaczej postrzegają młodą polską europejskość moi młodzi współobywatele, w szczególności ci, którzy wkrótce po raz pierwszy podejdą do urn wyborczych, dla których Polska w Unii Europejskiej jest normalnością, w której wzrastali, a wszystko, co było wcześniej, jest historią podobną do tej, jaką dla mnie są polskie Legiony czy Bitwa Warszawska. Czy zdolni są, tak naprawdę, wyobrazić sobie inną Polskę sprzed nie tak wielu znów lat, w której przeżywałem szok cywilizacyjny, kiedy w latach 60-tych znalazłem się – dobrym zrządzeniem losu – po drugiej stronie muru: nie tylko tego okalającego symbolicznie berlińską Bramę Brandenburską. Również tego, który odgradzał smutnych ludzi stojących w kolejce po „mięso na kartki” przed sklepem z półkami zapełnianymi na co dzień butelkami z octem (ten był zawsze dostępny) od rozświetlonych wystaw pełnych towarów kuszących uśmiechniętego przechodnia barwnym opakowaniem. Również tego, który odgradzał kiosk „Ruchu” z „Trybuną Ludu” i kilkoma jeszcze ocenzurowanymi tytułami (niektóre, choć ocenzurowane – jak „Tygodnik Powszechny” czy „Przekrój” – można było dostać tylko „spod lady”) od kiosku „Newsagent” z setkami różnojęzycznych tytułów, od prawa do lewa, których ocenzurowanie byłoby przestępstwem karalnym za złamanie konstytucji. Może jednak przede wszystkim – również tego muru, kiedy znalazłem się na chwilę po jego drugiej stronie, który odgradzał świat ludzi wolnych we wszystkich wymiarach, otwartych na „inność”, akceptujących różnorodność, od świata ludzi zniewolonych, gdzie obowiązywała jedyna słuszna doktryna, jedynie słuszne postrzeganie rzeczywistości, a każde od tego odstępstwo traktowane było, jako zdrada: narodu, ojczyzny i czego tam jeszcze. Dzisiaj nie bez znaczenia jest przypomnienie, że pojęcie narodu w tamtej narracji miało swoje poczesne miejsce.

wiadomosci.wp.pl

 

A ja traktuję to jako szczęście, które mi się przytrafiło, że doczekałem się pokolenia, dla którego europejska Polska jest normalnością, a wszystko inne – historią; dla którego zachwyt tą sytuacją, jakiego ja nie wyzbędę się do kresu życia, jest co najmniej czymś dziwnym. Nie znaczy to jednak, że jest mi obojętne, jaka narracja o naszej europejskości trafia do wyobraźni moich młodych rodaków, którzy już jutro decydować będą przy urnach wyborczych o dalszych losach Polski. Czy jest to populistyczne, zatrute jadem nacjonalizmu, przeciwstawienie niegdysiejszego pojęcia suwerenności wyimaginowanym zagrożeniom jej utraty, czy też imperatyw nieuchronnej integracji (wobec globalnych wyzwań) wokół wspólnych wartości? Czy wspólna Europa jawi im się, jako źródło troski o narodową tożsamość, czy też przemawia do ich wyobraźni wspólnym kulturowym i cywilizacyjnym dziedzictwem, jako jedność stawiająca czoła globalnym problemom, przy zachowaniu szacunku dla narodowych różnorodności? Czy 1-szy maja 2004 kojarzy im się bardziej z otrzymaniem klucza do sejfu, w którym zgromadzone są miliardy euro, czy też z systemem wartości, który przyjęliśmy jako swój, a równocześnie wspólny, i który zobowiązaliśmy się przestrzegać, jako warunku pozostawania we wspólnocie? I na koniec wreszcie: czy w umysłach tego wchodzącego w dorosłość, u progu życiowych doświadczeń, pokolenia Polaków bardziej zakiełkuje fałszywa i bałamutna – a jakże dla ucha miła - teza, powtarzana jak mantra w narodowych mediach, że „nam się należy”, czy też przeważy świadomość, że idący w setki miliardów strumień środków z Unii Europejskiej, który w ciągu ćwierćwiecza odmienił Polskę cywilizacyjnie, zasypał przepaść przez wieki dzielącą nasz kraj od Zachodu, był niczym innym, jak realizacją wartości przyjętych przez europejską wspólnotę wolnych państw i narodów: wyrównywania szans i wzajemnej solidarności. Że wartości te, podobnie jak pozostałe wyrażone w Karcie Praw Podstawowych i w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej (w tym praworządność), stały się – od 1-go maja 2004 - ważnym elementem polskiej tożsamości, że ich przestrzeganie stanowi o naszym rzeczywistym – a nie tylko formalnym – uczestnictwie w niepowtarzalnym Europejskim Projekcie, i że to rzeczywiste uczestnictwo w europejskiej wspólnocie jest najwyższym gwarantem bezpieczeństwa Polaków, wyrównywania szans różnych grup społecznych i pomnażania powszechnego dobrobytu.

 

Odpowiedzi na te pytania padną już za rok – w wyniku europejskich i krajowych wyborów parlamentarnych. Oczekuję ich z drżeniem, ale przecież z nadzieją!

Please reload

KONTAKT
  • Facebook - Czarny Krąg
  • Tumblr - Czarny Krąg
  • Twitter - Czarny Krąg
  • YouTube - Czarny Krąg

Copyright © 2018 sedno.org by Pretty & Sarcastic. Wszelkie prawa zastrzeżone. Created with Wix.com.